Moje pasje

Najgorsze jest to, że nie mogę znaleźć czasu na pisanie. Codzienność nie pozwala mi na to. Kiedyś byłam osobą mocno bujającą w obłokach. Teraz nie poznaję tamtej siebie. Wiele rzeczy z przeszłości zmieniłabym, mając tę wiedzę i tę osobowość, którą mam dzisiaj. A 15 lat temu… nie uwierzyłabym, że nastąpią we mnie takie zmiany. O wiele bardziej przyziemna niż wtedy. Praktyczna, ogarniająca wiele tematów naraz i zarządzająca (z sukcesem, mam nadzieję).

Swoje nieprzyziemne patrzenie na świat wykorzystuję w inny sposób. Kolory widać na moich zdjęciach, a zapach i smak w mojej kuchni. Poczułam bakcyla do kulinarnych szaleństw gdzieś na trzecim roku studiów. I jestem samoukiem. Choć wiele kulinarnych sztuczek pewno zakodowałam w domu. Szkoda, że nikt we mnie nie wierzył. Teraz mój Tato jest moim  wychwalcą w tej dziedzinie. No i może jeszcze kilka osób z rodziny. Zawsze uwielbiałam rozkoszować się jadłem. Co widać na zdjęciach z dzieciństwa i ze studiów. Kiedyś tym w rodzinnym domu. Teraz głównie tym własnej kreacji.

Moja nowa frajda to fotografowanie. Czasem wyjdzie mi coś ładnego. Brakuje na pewno wiedzy ze sztuki fotografowania. Pokładam jedynie nadzieję w przyzwoitym aparacie fotograficznym i liczę na łut szczęścia.

A miłość, ta to dopiero ma inny wymiar. Kiedyś o tym napiszę…

Ciągle pada…

Niedziela. Cały dzień padało i nadal pada. A jutro zaczyna się najdłuższy tydzień w pracy w całym roku. Najchętniej wzięłabym urlop na telefon, ale muszę coś dokończyć. Ciasto było super, tylko następnym razem dodam mniej mąki. Maluchy już zmęczone, manifestują to tak, że mój system nerwowy zaraz tego nie wytrzyma. A zaczęłam czytać Agencję Złamanych Serc. Szkoda, że mam tak mało wolnych chwil na czytanie…

Na pocieszenie jeden ze słonecznych dni kończącej się wiosny: